<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Zegarek> 
<author_1=Jerzy Szaniawski>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1951">
<month="12">
<date=1951-12-02>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
(Dzwonek telefoniczny).
Szef: Firma Artem  sucham. A, moje uszanowanie pani pukownikowej. Zegarek? W tej chwileczce. (Do pracownika). Duo jeszcze jest roboty przy tym zegarku?
Jan: Jeszcze na jak godzin.
Szef (do telefonu): Na drug prosz pani bdzie zegarek do odebrania. Tak... Na drug na pewno... Moje uszanowanie pani pukownikowej. (Po chwili.) No wiec tak...
C teraz... A no, jak skoczysz z zegarkiem pani pukownikowej, bierz si do tego budzika... a potem... no potem zobaczymy... Zaraz wp do pierwszej... Ja teraz pjd
na gazet do cukierni, a gdyby przyszed jaki powaniejszy klient  no to wiesz gdzie bd  zadzwo do cukierni i ja w tej chwili przyjd...
Jan: Dobrze panie szefie.
Szef: C by ci tu jeszcze?... No, rozumiesz, jak masz zrobi?
Jan: Rozumiem. Przecie pan szef codziennie o tej porze idzie do cukierni i zawsze zaatwiam wszystko, jak naley.
Szef: Jak naley, jak naley. Mnie zostaw ocen, czy wszystko jak naley. Zapewne, e niele dajesz sobie rad, ale... No, wic wychodz i jak zwykle przyjd za p godziny. O pierwszej. (Otwarcie drzwi sklepu na ulic  zamkniecie. Po chwili zaczynaj bi zegary w sklepie zegarmistrza. Po razie, bij rozmaicie. Wchodzi Mecenas).
Mecenas: Dzie dobry, panie Tomczyk.
Jan: Moje uszanowanie panu mecenasowi.
Mecenas: Szefa nie ma?
Jan: Wanie poszed na p godziny do cukierni. (W tej chwili uderza spniony nieco zegar).
Mecenas: adny bestia ma ton. Targuj si z paskim szefem o ten zegar, ale nie mog si ze starym dogada, za duo chce. No, ale jak tam panie z tym moim zegarkiem? Gotowe?
Jan: Ju uregulowany. Gdyby pan mecenas chcia nam go zostawi jeszcze na jeden dzie, to ju byby zupenie pewny.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>